Pomysł na Tajlandię

Do Tajlandii wybraliśmy się podczas naszej dwumiesięcznej podróży po Azji w 2015 roku. Pojechaliśmy tam w czerwcu, czyli w porze deszczowej. Nie był to najlepszy czas na wizytę. Wysoki sezon jest pomiędzy styczniem a marcem, kiedy pogoda jest mniej dokuczliwa, opady deszczu są niższe, wilgotność i zachmurzenie są mniejsze, a temperatura jest znośniejsza. Na szczęście trafiliśmy na dosyć suchy czas, a zaczęło intensywnie padać dopiero 2 dni przed naszym wyjazdem. W krainie tzw. uśmiechniętych ludzi spędziliśmy miesiąc.

Bangkok - murowany gigant

Czerwona pinezka na mapie - Bangkok
Naszą przygodę rozpoczęliśmy od stolicy, czyli od Bangkoku, który wspominam jako bardzo ruchliwe miasto. Pamiętam, że pomyślałam o tym, jak ludzie kojarzą Azję- z jakimiś drewnianymi chatkami i Trzecim Światem. Natomiast Bangkok to wielkie wieżowce oraz wiadukty z kilkupasmowymi drogami. Ogromne miasto, przy którym Warszawa wydaje się małą prowincją. Prawda jest taka, że rzeczywiście z tym całym bogactwem kontrastuje skrajna bieda. Brudne powietrze, głośny dźwięk ruchu ulicznego, ludzi i klaksonów. Jest to miejsce, w którym nie byłabym w stanie zostać dłużej niż 3 dni. Kojarzy mi się ze specyficznym zapachem kurzu połączonego z wilgocią. Jednak myślę, że krótka wizyta jest wskazana. Oczywiście warto odwiedzić największe buddyjskie świątynie, przejść się na ulicę Kao San będącą mekką podróżników. Nie mieliśmy za dużo czasu, odwiedziliśmy więc dwie główne świątynie- Wat Phra Kaew (Świątynię szmaragdowego buddy) i Wat Paho (Świątynia leżącego Buddy). Nasz pokój dwuosobowy (Muanghpol Masion) z łazienką i klimatyzacją kosztował 900BHT za noc, czyli ok.90zł. Ceny w Bangkoku możesz sprawdzić tutaj ( wersja anglojęzyczna).

Ulica przy jednym z największych centrów handlowych - MBK
Tory kolejki naziemnej, biegnące nad ulicami, pomiędzy wieżowcami
Wat Pho
Wat Phra Kaew
Wnętrze świątyni

Dalsza podróż

Po krótkim pobycie w stolicy wybraliśmy się na podbój wysp. Poprzez Ko Tao, Ko Samui, Ko Lanta, Ko Lipe do Ko Phi Phi. Dzięki nim zakochaliśmy się w Tajlandii. Natura jest piękna, woda ciepła, można w niej przebywać godzinami. Bardzo niskie ceny noclegów pozwalają na zakwaterowanie bezpośrednio na plaży za drobne pieniądze. Jedzenie jest przepyszne. Próbowaliśmy różnych jego wariantów - od najtańszego w torebkach kosztującego 2 zł, po droższe dania w knajpach dla turystów. I trzeba przyznać, że smakowało nam dużo bardziej jedzenie z troszkę wyższej półki. Czyli nie najtańsze, a takie w średnim pułapie cenowym. Nauczyliśmy się po krótkim czasie, że wolimy dopłacić niewielką kwotę i zjeść coś, co będzie niebem w gębie:). Samo przemieszczanie się po Tajlandii jest bardzo łatwe, wszystko jest dostosowane i robione pod turystów.

Wyspa Ko Tao - nurkowy zakątek

Czerwona pinezka na mapie- Ko Tao
Aby dostać się z Bangkoku do Ko Tao kupiliśmy bilet na podróż autobusem do miejscowości Chumphon, skąd mieliśmy prom. Przesiadka trwała 2 godziny, a koszt biletu to 1100THB. W tamtym czasie były dwa połączenia dziennie. Ko Tao jest dosyć małą wyspą (3 km szerokości, 7 km długości), leżącą na wschodnim wybrzeżu kraju. Jest ona popularna ze względu na liczne, tanie kursy nurkowania. Większość noclegów znajduje się przy przystani, po zachodniej stronie wyspy. Ta okolica nie zrobiła na nas zbyt dobrego wrażenia. Zostaliśmy osaczeni przez lokalnych mieszkańców oferujących nam różne usługi od noclegów, przez wynajem skuterów po kursy nurkowania. Poczuliśmy się jak mięso rzucone pomiędzy piranie. Spokój znaleźliśmy dopiero po drugiej stronie wyspy, gdzie znajdował się nasz nocleg. (Montalay Eco Cottage - zapłaciliśmy 600THB/noc, czyli ok. 60 zł/noc). Był on usytuowany w bardzo przyjemnym miejscu, przy plaży z piękna rafą. Jedzenie było tam dosyć drogie, ale genialne. Każdego dnia spędzaliśmy po kilka godzin nurkując z rurką. Jedynym minusem plaży była rafa koralowa tuż przy brzegu, przez co ciężko było wyjść z wody, próbując uniknąć pokaleczenia o rafę.

Przystań po zachodniej stronie wyspy
Kolejka do wejścia na pokład łodzi
Marsz na drugą stronę wyspy
Plaża przy wschodnim wybrzeżu, obok naszego noclegu
Ulubiony lokalny napój - kokos
Tajski deser - banany w mleku kokosowym
Tajskie danie - żółte curry
Snorkeling

Wyspa Ko Samui - tani relaks na plaży

Czerwona pinezka na mapie -Ko Samui
Jest to druga co do wielkości wyspa Tajlandii po Phukecie, z miastami i ulicznym tłokiem. Co prawda plaże są przyjemne, ale nie zachwycają. Warto wynająć skuter i pojechać w ukryte miejsca. Znaleźliśmy tam ich kilka i były przepiękne. Wyspa znana jest z upraw kokosów i innych owoców.
Zatrzymaliśmy się na plaży Lamai, gdzie spaliśmy w domku przy samym morzu, który kosztował 240BHT/noc = 24 zł/noc, bez klimy tylko z wiatraczkiem. Wynajęcie skutera na dzień kosztowało 150BHT, a wyspę można objechać w godzinę. Tak naprawdę nie ma na niej za wiele atrakcji. Nie można pływać z maską i rurką z plaży. Jedyną opcją jest wykupienie kursu nurkowania (wtedy dopływa się łódką na dobre do tego miejsce). Wyspa jest bardzo rozwinięta, zatłoczona i ma szeroki zakres hoteli.

Port dla katamaranów
Przejście z katamaranu na pomost
Widok z naszego domku
Nasze zakwaterowanie
Nasz domek w środku
Informatyk na wczasach;p
Lokalne jedzenie

Wyspa Ko Lanta - hipisowskie zagłębie

Czerwona pinezka na mapie-Ko Lanta
Wyspa znajduje się na zachodnim wybrzeżu. Odwiedziliśmy ją w porze monsunowej, wiec praktycznie większość knajp była zamknięta. Panuje na niej klimat iście hipisowski. Większość miejsc noclegowych i knajpek jest drewnianych. My wynajęliśmy nocleg w Lanta Naraya Resort - 300THB za noc, 30 zł. Jedna z plaż kolo naszego noclegu była pokryta śmieciami wyrzuconymi z wody, więc nie robiło to zbyt dobrego wrażenia. Jednak było też kilka ładnych plaż. Sporo jeździliśmy skuterem i ogólnie nawet polubiliśmy to miejsce. Chociaż oprócz jeżdżenia skuterem to nie było na niej żadnych atrakcji.

Znak pokazujący drogę ucieczki w przypadku tsunami
Lokalny rynek
Na jednej z dróg spotkaliśmy grupkę małp
Wioska rybacka
Znalezione duriany - najbardziej śmierdzące owoce świata
Gumowce
Jedna z plaż

Wyspa Ko Lipe - lazurowy raj

Czerwona pinezka na mapie - Ko Lipe
Wyspa, która zrobiła na nas najlepsze wrażenie, piękna, malutka, stanowczo numer jeden. Jednak staje się coraz bardziej popularna i zatłoczona. Dotarliśmy tam w niskim sezonie, więc nie było aż tak tłoczno. Potrafię sobie jednak wyobrazić, co musi się tam dziać w sezonie wysokim. W centrum wyspy znajduje się ulica z barami, sklepami takie nasze Krupówki. Przejście z jednego końca na drugie zajmuje z 20-30 minut. Dookoła są piękne plaże z rafą koralową, bardzo dobre na snorkeling. Można wynająć kajak, którym my popłynęliśmy na bezludną wyspę obok. Spaliśmy w Salisa Resort tuż przy plaży. Właściciel był przemiły i bardzo pomocny. Noc kosztowała 748BHT z całkiem dobrym śniadaniem.

Piękna plaża tuż przy naszym noclegu
Knajpka przy plaży
Relaks na plaży
Zielone i zółte curry oraz zupy
A tak niestety wyglądało centrum wyspy zamieszkałe przez lokalna ludność, większość turystów tam nie dociera
Miejsce, gdzie mieszkają lokalni mieszkańcy
Piękna plaża
Życie podwodne

Wyspa Ko Phi Phi - turystyczny kierunek

Czerwona pinezka-Ko Phi Phi
Jedna z najpopularniejszych i rzekomo najpiękniejszych wysp. Rzeczywiście jest piękna, jednak już w bardzo dużej części zabudowana. Najbardziej turystyczna ze wszystkich, które odwiedziliśmy. Nasz domek znajdował się z drugiej strony wyspy, gdzie nie było czuć całego biznesu turystycznego zlokalizowanego w centrum wyspy. Spaliśmy w bardzo fajnej chatce w Phi Phi Relax Beach Resort - 840THB/noc. I to tutaj miałam sytuacje, kiedy nie mogłam wyjść z naszego domku. Jedna z małp postanowiła mnie atakować za każdym razem, gdy probowałam otworzyć drzwi. Co więcej rzucała kokosami w okno, gdy przez nie patrzylam, aby ocenić sytuacje na zewnątrz;p Musiałam poczekać z 20 minut, aż małpy odejdą w inne miejsce. Jedną z atrakcji na wyspie są wycieczki łodzią, aby zobaczyć okoliczne wyspy i słynną plażę z filmu "Niebiańska Plaża" z Leonardo DiCaprio - Maya Bay. Postanowiliśmy skorzystać z tej oferty. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami plaża była niezwykła, jednak pełna turystów. Innymi atrakcjami są kursy nurkowania. Nasz pobyt oceniamy jako całkiem przyjemny, jednak to nie było to, czego szukaliśmy w Azji. Podsumowując było drogo, komercyjnie, tłoczno.

Wychodząc na ląd trzeba dokonać opłaty klimatycznej
Widok na centralną cześć wyspy z punktu widokowego
Idąc do naszego noclegu
W drodze do naszego noclegu przez centralną część wyspy
Domki rybaków (ang. sea gypsies)
Relaks na hamaku
W drodze do Maya Bay
Maya Bay

Krabi - przejazdowe miasto

Czerwona pinezka na mapie - Krabi
Ostatnim naszym przystankiem była miejscowość Krabi, w której wynajęliśmy skuter i zwiedziliśmy okolice. Wybraliśmy się tam również na nocny market. Z Krabi w Tajlandii polecieliśmy do Kuala Lumpur w Malezji.

Ołtarzyk w sklepie
Ciekawe przejście dla pieszych:)

Co lubimy w Tajlandii

  1. Jedzenie - magia smaków, aromatów. Absolutnie jesteśmy zakochani w tajskiej kuchni. Zajęło nam trochę czasu, aby wyczuć, co wybierać i gdzie. Jak już opanowaliśmy tę umiejętność, to za każdym razem jesteśmy zachwyceni tajską kuchnią.
  2. Plaże/snorkeling - plaże potrafią być przepiękne, czyste, z bardzo ciepłą wodą, w której można siedzieć godzinami.
  3. Ceny - Tajlandia jest bardzo tania w stosunku do jakości. Świetny nocleg można znaleźć za małe pieniądze w porównaniu z europejskimi standardami.

Czego nie lubimy

  1. Komercjalizmu - niestety w wielu miejscach da się odczuć, jak lokalni mieszkańcy traktują przyjezdnych-jak worek z pieniędzmi. Często jesteś tylko płacącym numerkiem.
  2. Natłoku turystów - niestety w wielu miejscach jest pełno turystów i zamiast czuć się jak w oddalonej Azji to masz wrażenie, że jesteś na wycieczce z biura podróży. Dlatego warto zastanowić się, które miejsce chcemy odwiedzić.

Komu polecamy

Tajlandia to kraj dla ludzi lubiących słońce, plaże, palmy i ciepłą wodę. Idealne miejsce na rozpoczęcie przygód z Azją. Bardzo przystosowane do turystów, przemieszczanie się jest bardzo ułatwione, wszędzie funkcjonują lokalne biura turystyczne, firmy przewozowe, wszystko jest wyłożone na tacy. Jest to wiec idealny kierunek na poczucie Azji, jednak dające możliwość bezpiecznego i powolnego wdrażania się w samodzielne podróżowanie po tej części świata.

Mordki

Podróże to nasza pasja, którą chcemy dzielić się z innymi. Zaczynaliśmy od zwiedzania Europy, następnie odwiedziliśmy Azję, potem Australię i Nową Zelandię, a obecnie podbijamy Amerykę Środkową.

Podoba Ci się ten wpis?

Otrzymuj powiadomienia o nowych wpisach

użyj czytnika RSS!

Polub nas na Facebooku

Zostaw komentarz