Outback w Queensland - wulkany, wodospady i dziobaki australisjkie

Ostatnie kilka dni wydawały się mega długie. Już od ponad dwóch tygodni jeździliśmy po odludziach. Naszym celem było dostać się z zachodniego wybrzeża na wschodnie. Za nami (od Exmouth) było już 4000km a przed nami jeszcze około 2500 km (od Darwin do Cairns). Nasze dnie składały się głównie z siedzenia w samochodzie. Nikt już nie chciał kierować ani ja, ani Mordka;p Osiągnęliśmy stadium samochodowej awersji;p

Krajobrazy zdrogi

Wozy wojskowe spotkane na trasie

Kto by pomyślał, że droga szybkiego ruchu może mieć jeden pas, i musisz uciekać na pobocze, żeby nie wpaść  na czołowe spotkanie z takim gigantem.

I nasz ulubiony widok, tym razem w stanie Queensland

Dodatkowo męczyły nas codzienne upały, które nie dawały odetchnąć nawet w nocy. Po drodze praktycznie nie było miasteczek, ewentualnie stacje benzynowe. Ok. 600 km przed Cairns skończyły nam się zapasy jedzenia. Jednego dnia mieliśmy nawet sytuacje, że nie mieliśmy już absolutnie nic! Na nasze szczęście jedna ze stacji benzynowych miała dosyć dobrze wyposażony sklepik, co prawda z kosmicznymi cenami.

Georgetown, posąg krokodyla

Georgetown, stacja benzynowa

Georgetown, pub

Nasze dialogi stawały się coraz głupsze. W którymś z nich poinformowałam Mordkę, że mam ochotę pooglądać bajki. Na co on odpowiedział: "no zepsułaś się tak 5000 km temu";p Przesłuchaliśmy już 2 audiobooki, mnóstwo nagrań z internetowego radia, właściwie wszystkie, które mieliśmy na telefonie, a także sporo muzyki. Ponad 30 godzin w samochodzie prawie ciągiem, po wcześniejszych kilku tygodniach, zwariować można:D Dopadają człowieka chwilę, kiedy marzy się o najzwyklejszym obiedzie, zwykłym relaksie w ogródku i domu. To chyba nazywa się podróżniczy kryzys:)

Ognisko pod gwiazdami

No ale w końcu zaczęło się coś dziać ciekawszego. Dojechaliśmy do miejsc, w których ponownie można było zatrzymać się na dłuższą kontemplację natury.

Park wulkaniczny Undara

Park słynie z podziemnych tuneli utworzonych przez lawę. Aby je jednak zobaczyć, trzeba wybrać się na płatną wycieczkę. Uznaliśmy, że nie chcemy płacić za nią ok. $60 od osoby. Jednak w miejscu, skąd wyruszają wycieczki, znajduje się ośrodek wczasowy, który jest bardzo klimatyczny. Składa się ze starych wagonów, które zostały przerobione na domki letniskowe.

Zniesmaczeni kosztem wycieczek pojechaliśmy w inne darmowe miejsce w parku - na spacer wokół krateru wulkanu Kalkani. Na terenie parku 7-8 milionów lat temu nastąpiło kilka erupcji wulkanicznych. Ostatnia erupcja była 20 tys. lat temu. Jednym z uśpionych wulkanów na tym obszarze jest wyżej wymieniony wulkan. Można przejść się wokół jego krateru, jednak dziś przypomina to raczej dół, w którym rosną wielkie drzewa.

Rycina wulkanu z zaznaczoną trasą pieszej wycieczki

Widok z wulkanu na busz. Widoczne na horyzoncie wulkany tarczowe.

Krąg wodospadów w okół miasteczka Millaa Millaa

Konsekwencją wulkanicznej przeszłości są basaltowe kolumny pomiędzy którymi w dolinach płynął rzeki. Erozja w bardziej miękkich skałach spowodowała powstanie wielu pięknych wodospadów.

Widoki w drodze do wodospadów, przypominały nam Anglię

Widoki w drodze do wodospadów, przypominały nam Anglię

Wodospad Milla Milla

Wodospad Zillie

Wodospad Ellinjaa

Bardzo kolorowy pajęczak

Indyk Australijski wędrujący luzem

Poszukiwanie dziobaków w Yungaburra

Do akcji poszukiwania dziobaka australijskiego mieliśmy dwa podejścia. Pojechaliśmy do miejscowości Yungaburra, w której w strumieniu Peterson można zobaczyć te nietypowe ssaki. Dobrą porą jest wschód słońca lub zachód. Pierwsze podejście mieliśmy ok. godziny 14, drugie o 17. Mordce udało się jednego zobaczyć, ale kiedy mnie wołał, dziobak wystraszył się i uciekł.

Dziobak australijski, zdjęcie zrobione tydzień później przy Borken River

Rzeka Pereson w której szukaliśmy dziobaków

Oprócz dziobaka znaleźliśmy obleśnego pająka, jaszczurkę i żółwie wodne:

Katedralny figowiec w Danbulla

Jest to drzewo figowe nazwane katedralnym, bo przypomina katedrę. Ma one ponad 500 lat, 50 metrów wysokości i 43 metry obwodu, a jego korona pokrywa ok. 2 hektarów. Wow, drzewo to robi niesamowite wrażenie, jest OGROMNE. Nie mamy dobrych zdjęć, bo było już ciemno, kiedy tam dobraliśmy, ale w rzeczywistości jest ono bardzo ciekawe.

Katedralny figowiec

Okolice Cairns

W końcu dotarliśmy na tak długo wyczekiwane wschodnie wybrzeże. I oczywiście od razu zaczęły się problemy z darmowymi noclegami, nagle nigdzie nie można zostawać na noc pod groźbą mandatu. Pojawili się inni podróżujący, cywilizacja! Najbliższy darmowy nocleg w okolicy Cairns znajdował się ok. 30 km od miasta. Był to najbardziej zatłoczony nocleg, na jakim do tej pory byliśmy. Warto zauważyć, że stał tam znak "zakaz kempingu" i podczas dwóch nocy tam spędzonych, dwa razy przyjechała policja, ale jakoś nikt nie dostał mandatu:)

Samochody podróżujących, które zatrzymały się w tym miejscu na noc. Szczegół w tym, że znajduje się tam zakazujący kempingu. (Ponoć pochodzi z czasów kiedy w okolicy był płatny kemping - to wiele mówi o powszechnych tutaj zakazach spania w aucie)

Samo miasto i cały rejon, bardzo nam się spodobały, ale o tym będę opowiadać w kolejnym poście!

Mordki

Podróże to nasza pasja, którą chcemy dzielić się z innymi. Zaczynaliśmy od zwiedzania Europy, następnie odwiedziliśmy Azję, potem Australię i Nową Zelandię, a obecnie podbijamy Amerykę Środkową.

Podoba Ci się ten wpis?

Otrzymuj powiadomienia o nowych wpisach

użyj czytnika RSS!

Polub nas na Facebooku

Zostaw komentarz