Nikaragua - chickenbusy, wulkan Masaya i laguna Apoyo

Po krótkim odpoczynku nad oceanem, który opisywałam w pierwszej części relacji z Nikaragui, postanowiliśmy pojechać do miasta Masaya. Chcieliśmy użyć w tym celu tylko publicznego transportu tzw. camionetas, czyli autobusów zwanych przez turystów chicken busami (kurczak-busami), o których więcej za chwilę.
Trasa Poneloya - Leon - Managua - Masaya - to tylko 140km, ale zajęła nam cały dzień.

Podróż do Masaji

Na samym początku trafiliśmy na drobne problemy. Okazało się, że kierowca, z którym jechaliśmy z miasteczka Poneloya wysadził nas w Leonie na złym przystanku autobusowym i że powinniśmy byli jechać na główny terminal. Jak mówią lokalesi „no problema, no te preocupes” - nie ma problemu, nie martw się. Po zapytaniu kilku osób pokazano nam, gdzie powinniśmy stanąć i za chwilę nadjechał autobus jadący na główny terminal. Tam wysiedliśmy, zapytaliśmy kolejnych ludzi o autobus do Managui (stolicy, w której mieliśmy przesiadkę na kolejny autobus do Masaji). Zanim się zorientowaliśmy, już siedzieliśmy w autobusie. A 5 minut później już byliśmy w trasie. A to wszystko bez żadnych rozkładów jazdy, zachodzisz i jedziesz, lepsze niż taksówka!:D
Chickenbus-czasem jest więcej miejsca, a czasem nie ma go w ogóle:)
Międzymiastowe przystanki autobusowe znajdują się zazwyczaj przy głównym rynku
W autobusach nie ma klimatyzacji, okna są otwarte na maksa, dzięki czemu jest przewiewnie i przyjemnie. W drodze co chwilę wsiadali i wysiadali jacyś sprzedawcy, którzy przechodząc wzdłuż autobusu, proponowali różne artykuły: wodę, owoce, chipsy, okulary, patyczki do czyszczenia uszu itd. A wszystko to przy dźwiękach latynoskiej muzyki lecącej z odtwarzacza DVD, dzięki czemu mogliśmy podziwiać lokalne teledyski na płaskoekranowym telewizorze. Ah, pokochałam tę przejażdżkę - prawdziwą podróż w kulturalną głębię kraju!

Kurczakowe autobusy, czyli...
Camioneta, a przez turystów zwane chicken bus to kolokwialne określenie na ten wszechobecny środek transportu w Ameryce Środkowej. Nazwę zawdzięcza lokalnym podróżnym, którzy nierzadko przewożą żywe zwierzęta komunikacją publiczną (czego i my byliśmy świadkami).
Są to w dużej mierze sprowadzane z USA emerytowane autobusy szkolne, wyremontowane, przyozdobione i głośne, bo oprócz silnika diesla, dźwięku klaksonu to często można je rozpoznać z daleka po głośnej muzyce lecącej z głośników. Załoga chicken busa składa się z kierowcy i ayudante, czyli pomocnika, który oprócz bagażów i pobierania opłaty za bilety, potrafi upchać do środka nawet 100 osób. Koszt takiej usługi waha się od 20 groszy za krótkę wycieczkę po mieście, do kilku złotych za kilkugodzinną wyprawę między miastami.
Jest to nasz ulubiony środek transportu w Ameryce Środkowej, bo oprócz tego że jest bardzo tani, pozwala przeniknąć w lokalną kulturę, posłuchać lokalnej muzyki i zwiedzić lokalne targi :-)

Rynek w Masai
Dojechaliśmy do Managui, stolicy, w której to mieliśmy przesiadkę. Okazało się, że kolejny raz jesteśmy na złym dworcu. Przystanek, z którego miał jechać autobus do naszego miejsca docelowego, był po drugiej stronie miasta. Do dzisiaj nie mamy pojęcia co to za dworzec, ale lokalesi wymawiali jego nazwę tak, że myśleliśmy, że mówią o stadionie Wembley w Londynie;p łemble, łemblej! Po kilku minutowym krążeniu w jedną i drugą stronę, słuchaniu rad jednej osoby, żeby iść w lewo i kolejnej, żeby iść w prawo, i następnej mówiącej, że totalnie źle idziemy. Ostatecznie udało nam się dowiedzieć, że musimy przejść przez skrzyżowanie na drugą stronę ulicy i tam złapać autobus numer 110 , który to nas zawiezie bezpośrednio na drugi dworzec. Uffff! Sukces! Znaleźliśmy przystanek! Jest autobus! Wsiadamy! I co? Okazuje się, że płacić można tylko lokalną kartą zbliżeniową! Osłupieliśmy! W tym momencie jeden z pasażerów wstał i zapłacił za nas... zaproponowaliśmy mu gotówkę, jednak jej nie przyjął, wystarczyło słowo podziękowania. Niesamowicie pozytywne doświadczenie! Bilet kosztował 2,5 kordoby, czyli 25 groszy.  
Jeden z przystanków autobusowych w Managua
Jechaliśmy! Nagle w autobusie zrobił się niesamowity ścisk, na szczęście, kiedy wsiadaliśmy były jeszcze pustki i zajęliśmy miejsca siedzące. Jednego z pasażerów zapytaliśmy o dworzec, do dziś nie wiem, co nam odpowiedział, ale pokazał nam, kiedy wysiąść:D Musieliśmy przejść na druga stronę ulicy i tym sposobem trafiliśmy na nasz bus do Masaji. Ucieszeni sukcesem dopiero po chwili zauważyliśmy ogromną kolejkę do busa!
Kolejka do busa jadącego do Masaji
Trafiliśmy akurat na godziny szczytu, kiedy ludzie wracali z pracy do domu. Stanęliśmy wiec grzecznie w kolejce, busy podjeżdżały co 5-7 minut, po godzinie byliśmy znowu w drodze. I tak udało nam się bez żadnych negatywnych przygód dotrzeć do hostelu!

I tutaj pewnie czytelnikowi rodzi się takie pytanie w głowie: po co rozpisywać się tak na temat podróży autobusem? Już tłumaczę. Podróż ta zajęła nam cały dzień i jak dla niektórych osób byłby on zmarnowany dla nas był on bardzo udany. Był jednym z najciekawszych dni podczas naszej przeprawy przez Amerykę Środkową. Dlaczego? Ponieważ cały dzień spędziliśmy tylko i wyłącznie z lokalnymi ludźmi, zero turystów. Mogliśmy poobserwować ich zachowania, jak podróżują, ale też wracają z pracy. Poczuć jak bardzo są pomocni i otwarci. Wcześniej słyszeliśmy opinie, że będzie nam bardzo trudno dotrzeć do celu, że nawet lokalni z innych rejonów kraju mają problem ze zorientowaniem się, gdzie zatrzymują się chicken busy. Jednak udało się nam dotrzeć po 10 godzinach na miejsce docelowe, znaleźć jakieś tanie miejsce do spania i mieliśmy z tego sporą satysfakcję.

Niepowtarzalny nocleg w Masaji

W Masaji trafiliśmy do Hostelu o nazwie HOSTAL CENTRAL, który jak się okazało, jest w mieszkaniu starszego małżeństwa. Od momentu, kiedy przekroczyliśmy jego drzwi, zostaliśmy bardzo życzliwie przywitani przez jego właścicielkę o imieniu Olgita. Był on bardzo tani i raczej w prymitywnych warunkach. Nasz pokój miał łóżko i cztery ściany, a w łazience pierwszego wieczoru nie było wody. Jednak od początku okazał się przygodą samą w sobie. Tego samego wieczoru poszliśmy do bankomatu i zaszliśmy do apteki. Tam spotkaliśmy Olgitę, która postanowiła nam za wszelką cenę pomóc kupić płyn do soczewek. Przedstawiając nas dumnie wszystkim w aptece, że jesteśmy z Polski. Okazało się, że nie było małych butelek, a na takiej nam zależało, więc zaprowadziła nas do innej apteki, gdzie znowu zostaliśmy gwiazdami 5-ciu minut. Następnie zaprowadziła nas do lokalnego supermarketu, poleciła nam dobre quesillo ze stoiska z ulicy oraz zapoznała z doktorem, dyrektorem lokalnego szpitala, który odwiedził Polskę dwa lata wcześniej i był zachwycony naszym krajem. Odwołując się do historii kraju, powiedział, że podziwia nasz naród za odwagę.

Quesillo czyt. kesijo , po hiszpańsku oznaczające mały ser to typowa przekąska w Nikaragui, którą można znaleźć na stoiskach przy ulicach. Jest to biały ser wyjęty prosto z wody, zawinięty w tortillę, posypany cebulą, octem i polany śmietaną. Brzmi pysznie?;p Niekoniecznie, chociaż Mordce smakowało.

Marsz antyaborcyjny w Masaji
Uliczne stoisko z jedzeniem

Olgita w akcji

Olgity nie widzieliśmy następnego dnia, gdyż cały dzień spędziliśmy poza hostelem. Natomiast kolejną przygodę z nią związaną mieliśmy w dniu, kiedy opuszczaliśmy Masaję. Dowiedziała się, że porwały mi się klapki i chcemy iść na rynek miejski kupić mi nową parę. Postanowiła skorzystać z okazji i pokazać nam swoją aptekę, a także pomóc znaleźć mi nowe buty. W drodze na rynek zauważyła chicken busa, którego postanowiła złapać machnięciem dłoni. Nie pozwoliła nam zapłacić za bilety, które kosztowały 3 kordoby za osobę (30 groszy). Na markecie pokazała nam swoją aptekę, dała w prezencie buteleczkę czystego alkoholu na odkażanie ran, ugryzienia komarów itp. Dowiedziawszy się, że szukam skórzanych klapek, udała się z nami w szaleńczą pogoń po całym rynku, w celu znalezienia klapek odpowiedniej jakości, upewniając się również, że zapłacę za nie sprawiedliwą cenę. W międzyczasie opowiedziała nam trochę o swojej rodzinie. Między innymi, że jeden z synów jest architektem i mieszka w Bostonie w USA i jest bardzo bogaty, drugi pracuje jako kierowca w browarze Viktorii (jedno z dwóch najbardziej znanych piw w Nikaragui) i zarabia bardzo dobrze, bo 1000 USD na miesiąc. Natomiast córka pracuje w Managui, czyli stolicy i zarabia tylko 7000 cordob na miesiąc (755 PLN), czyli niewiele. Najciekawsze jest to ze Olgita potrafiła mówić do nas powolnym i wyraźnym hiszpańskim, że o dziwo bardzo dużo się od niej dowiedzieliśmy.
Przeciskając się uliczkami marketu w Masaji
Selfie z Olgitą przed jej apteką

Wulkan Masaya

Wracając do celu naszej wizytacji w mieście Masaya. Chcieliśmy zobaczyć krater wulkanu u podnóża którego leży miasto. Olgita zaproponowała nam zamówienie taksówki, która dowiezie nas z hostelu na sam wulkan, jednak postanowiliśmy dostać się tam autobusem. Zasady były jasne, nikt nie wchodzi na szczyt pieszo, jak się dowiedzieliśmy od Olgity ze względu na fakt, że w parku występują kojoty i jest niebezpiecznie. Myśleliśmy, że jest to małe kłamstewko dla turystów, jednak później tę samą informację otrzymaliśmy od kilku osób.
Krater wulkanu Masaya
Krater wulkanu robi naprawdę ogromne wrażenie, na jego dnie nie widzieliśmy lawy, jednak mogliśmy słyszeć jej bulgotanie i poczuć unoszące się opary. Jest to prawdopodobnie najłatwiej dostępny krater wulkanu na świecie, pod który podjeżdża się samochodem! No i podobno w nocy można tę lawę zobaczyć, tylko do krateru są wtedy ogromne kolejki. W drodze do wyjścia wysiedliśmy przy muzeum wulkanu, które zdecydowanie każdemu odwiedzającemu polecamy. Kosztowało ono pracowników dużo pracy, jest w nim sporo ręcznie robionych modeli 3De oraz tablic informacyjnych. Więcej informacji o wulkanie i kosztach biletów można znaleźć tutaj.

Przejażdżka autostopem i Laguna Apoyo

W drodze z muzeum do wyjścia z parku, którą pokonywaliśmy pieszo, zatrzymał się obok nas samochód, a w nim zobaczyliśmy dwie kobiety pytające nas, czy nas nie podwieźć. Odpowiedzieliśmy ochoczo „czemu nie?”, po czym już byliśmy w aucie. Jedna z nich była z Nikaragui, druga z Meksyku. Okazało się, że jadą dokładnie tam, gdzie był następny punkt naszej wycieczki, czyli na punkt widokowy w miasteczku Catarina, z którego rozpościera się panorama na Lagunę Apoyo.
Miasteczko Katarina
Już wjeżdżając na wzgórze z punktem widokowym, zauważyliśmy dużo sklepów z pamiątkami i restauracji. Nie mieliśmy pojęcia, jak on będzie wyglądał, więc tym bardziej byliśmy zaskoczeni ilością turystów, jaką tam ujrzeliśmy. Większość turystów wyglądała na ludność lokalną, tudzież z Ameryki Łacińskiej. Była niedziela, więc podejrzewam, to tłumaczyło tłumy, za to białych turystów było niewielu.
Przy lagunie znajduje się mały park, który można odwiedzić za dodatkową opłatą. Zobaczyliśmy w nim pierwszy raz małpy wyjce, totalnie się tego nie spodziewając, co spowodowało u nas wyrzut sporej ilości endorfin!

Laguna Apoyo to kraterowe jeziorom które ma 200 metrów głębokości. Jest najgłębszym i najczystszym jeziorem w kraju.
Jezioro kraterowe Apoyo

Małpy wyjce

Odczucia

Nikaragua okazała się krajem, w którym czuliśmy się najswobodniej w porównaniu z odwiedzonymi przez nas Meksykiem, Belize, Gwatemalą i Hondurasem. Poczuliśmy się w niej jak podróżnicy, nie jak turyści. Udało nam się zagłębić w miejsca, gdzie nie dociera większość przyjezdnych. Z Masaji jadąc dalej chicen busem wróciliśmy jednak ponownie na bardziej turystyczne szlaki. Pojechaliśmy na wyspę na jeziorze Nikaragua, która składa się z dwóch wulkanów!

Przykładowe ceny - Nikaragua 2018

Cena (za osobę) Cena ($C - Kordoba) Cena w PLN
Transport
Bilet Leon - Managua (2h) 54 C$ 6 zł
Bilet Managua - Masaya (30min) 19 C$ 2zł
Taksówka z Masaji na wulkan 8 USD 27zł
Chicken bus z Masaji do podnóża wulkanu 10 C$ 1zł
Wejście do parku Masaya dla obcokrajowca 100 C$ 11zł
Wejście do parku Masaya dla lokalnych 30 C$ 3zł
Transport od wejścia parku do krateru 100 C$ 11zł
Transport przez rzekę łódką w Poneloya 30 C$ 3zł
Jedzenie
Duże quesillo 40 C$ 4zł
Quesadila na ulicy 30 C$ 3zł
Woda w sklepie 20 C$ 2,20zł
Śniadanie w centrum miasta na rynku 130 $C 14zł
Śniadanie w lokalnej knajpie na obrzeżach 60$C 6,5zł
Kawa i herbata na punkcie widokowym nad laguną Apoyo 77$C 8zł
Obiad w lokalnym fast foodzie w Catarina 150$C 16zł
Inne
Pokój dla 2 os. w Hostal Central Masaya 300 C$ 32zł
Pókój dla 4 os. w domku na plaży w Turtle Lodge 60 USD 202zł
Skórzane kobiece klapki na lokalnym markecie 160$C 17zł
Małe piwo Sol w barze na plaży 70 $C 8zł
Wypożyczenie deski surfingowej w Turtle Lodge (cały dzień) 10USD 34zł
Opłata za korzystanie z bankomatu (ATM fee) 120 $C 13zł

Mordki

Podróże to nasza pasja, którą chcemy dzielić się z innymi. Zaczynaliśmy od zwiedzania Europy, następnie odwiedziliśmy Azję, potem Australię i Nową Zelandię, a obecnie podbijamy Amerykę Środkową.

Podoba Ci się ten wpis?

Otrzymuj powiadomienia o nowych wpisach

użyj czytnika RSS!

Polub nas na Facebooku

Zostaw komentarz